środa, 3 grudnia 2014

Bienvenido a Uruguay

Jeśli napiszę, że Montevideo mnie rozczarowało to zdecydowanie nie wystarczy, żeby oddać  wrażenia zebrane w stolicy Urugwaju...


Żeby dolecieć z Ushuaia do Montevideo konieczna jest przesiadka w Buenos Aires. Lot z Buenos do stolicy Urugwaju trwa około 25 min - jeszcze nie jest się dobrze w powietrzu, a pilot już zapowiada lądowanie:) I w tym wypadku zaskoczył mnie nowiutki samolot wyposażony m.in. w złącza USB do ładowania komórki.

Przejazd z lotniska Montevideo-Carrasco wzdłuż wybrzeża do centrum miasta był dla mnie dużym zaskoczeniem. Z okien autobusu widziałam po jednej stronie ulicy piękne zadbane wille z idealnie wystrzyżonymi trawnikami, apartamentowce z kolorowymi, kwitnącymi rabatkami, a po drugiej szeroką promenadę, palmy i piękną szeroką plażą. Jak się potem okazało była to najbardziej luksusowa twarz Montevideo...Nasz hotel znajdował się w dzielnicy Centro blisko starego miasta. Widok naszego pokoju zaskoczył nas podobnie jak wjazd do Montevideo - stary budynek, drewniane podłogi, przestronne i wysokie pokoje, stylowe meble i witraże w oknach - zajęło nam to chwilkę zanim przyzwyczailiśmy się do takiego luksus;) Można powiedzieć, że powitanie w Urugwaju było bardzo udane...do czasu kiedy postanowiliśmy zobaczyć więcej.


Spacer zatłoczonymi ulicami, po rozpadających się płytach chodnikowych, wśród brudnych, starych fasad nie wejdzie na pewno do Top Trójki tego wyjazdu. Może moje rozczarowanie dodatkowo wzmocnione jest też kontrastem między spokojną Ushuaia, a brudną i gwarną stolicą? Sytuację uratowała trochę Plaza Independencia, największy plac w tym 1,3 milionowym mieście. Zbudowany w 1836 roku otoczony jest zarówno starymi jak i nowoczesnych budowlami takimi jak Tatro Solís, pałace Estévez, Rinaldi i Savio, czy Torre Ejecutiva. To tu znajduję się też brat bliźniak Palacio Barolo z Buenos Aires. Główną ozdoba placu jest masywny pomnik bohatera narodowego i ojca niepodległości Urugwaju - José Gervasio Artigas.


Do placu dochodzi jedna z najważniejszych arterii miasta (obok Bulevar Artigas i Rambla) Avenida 18 de Julio. Nie mogłam uwierzyć, że tak szarobura, głośna, brudna i przytłaczająca ulica może być uważana za reprezentacyjną aleję w samym sercu miasta. I jestem pewna, że patrząc uważnie można wypatrzeć jakieś ważne i może nawet urocze budynki. Może te placyki, które mijaliśmy mają jakiś  urok, którego ja po prostu nie dostrzegam? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ale wiem jedno - nie chciałabym tu nigdy wrócić. Plaza Fabini potwierdzeniem moich wrażeń i przysłowiową wisienką na torcie dzisiejszej wycieczki - świąteczna iluminacja świetlna z flamingami i inną tandetą po prostu zaparła nam dech w piersiach. Pełni wrażeń estetycznych chcieliśmy odpocząć w jakiejś małej, klimatycznej knajpce. Wzdłuż tej słynnej ulicy handlowej można podobno znaleźć wiele ciekawych restauracji - podobno. My nie widzieliśmy nic poza lokalami z pizzą, hamburgerami i frytkami. Po długich poszukiwaniach poddaliśmy się i postawiliśmy na pizzę. Wieczorem wybraliśmy się jeszcze do supermarketu - nawet takie miejsce ciężko mi opisać słowami. Czułam się tam jak na chińskim targu pełnym wszystkiego co plastykowe i tandetne. Chcieliśmy kupić tylko wodę, a musieliśmy przebrnąć przez świąteczny bazar...



Na dzisiaj jedynym plusem tego miasta jest słońce i temperatura...

Nocleg: Hotel New Arapey w Montevideo, pokoje 2-3 osobowe z łazienką

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz